Zanim kupisz nową maszynę.
Mikroprzestoje, czekanie na materiał i na decyzję potrafią zjeść więcej mocy, niż da nowa maszyna. Jak zmierzyć je w tydzień kartką i długopisem.
Oferta leży na stole
Większość decyzji o nowej maszynie zaczyna się od tego samego zdania: obecna nie wyrabia. Zlecenia czekają w kolejce, terminy się przesuwają, a handlowcy coraz częściej tłumaczą klientom, dlaczego dostawa będzie później.
Prosisz dostawcę o ofertę, sprawdzasz warunki leasingu albo możliwości zakupu. Po kilku tygodniach na biurku masz dokument z kwotą, za którą dałoby się kupić całkiem niezłe mieszkanie w Warszawie.
Jednak zanim podpiszesz, warto zadać jedno pytanie: ile godzin w tygodniu obecna maszyna faktycznie pracuje? Raport zmianowy nie odpowiada na to pytanie, bo nie uwzględnia mikroprzestojów. W tym tekście opisuję, jak zmierzyć prawdziwą wartość w tydzień, bez nowego systemu i bez wielkiego projektu.
Dlaczego raport zmianowy nas nie ustawia
Raport zmianowy zwykle powstaje pod koniec zmiany, z pamięci. Trafia do niego awaria, która zatrzymała maszynę na godzinę czy dłuższe przezbrojenie. Nie trafiają trzy minuty czekania na paletę, pięć minut usuwania zaciętego detalu ani kwadrans czekania na mistrza, który wie, co robić dalej ale akurat je obiad.
Każde z tych zatrzymań wydaje się za krótkie, żeby je wpisywać. Razem robią jednak dużo. Pięć minut na każdą godzinę pracy przy dwóch zmianach daje prawie półtorej godziny dziennie, a w skali roku setki godzin.
Gdyby przestój dało się zapisać w chwili, w której się zaczyna, zamiast odtwarzać go wieczorem z pamięci, raport wyglądałby zupełnie inaczej.
Jeśli w Twoim zakładzie liczy się OEE, problem i tak jest ten sam. Wskaźnik jest tak dobry jak dane, z których powstaje, a typowe ręczne odczyty gubią właśnie najkrótsze zatrzymania. Dlatego wynik z raportu zwykle wygląda lepiej niż to, co dzieje się przy maszynie.
Gdzie ucieka czas
Przestoje, których nie widać w raporcie, prawie zawsze mieszczą się w pięciu kategoriach.
1. Czekanie na materiał
Operator kończy partię, a następnej jeszcze nie ma. Wózkowy obsługuje trzy hale, magazyn wydaje materiał dopiero po zgłoszeniu, a po przerwie pierwsza dostawa zawsze trwa dłużej. Maszyna stoi, choć jest sprawna i obsadzona.
Operator wiedział kwadrans wcześniej, że materiał się kończy. Nie miał jak dać znać magazynowi, zanim maszyna stanęła.
2. Przezbrojenia przez zmianę kolejności
Plan na zmianę był jasny, dopóki nie zadzwonił klient. Szef zmiany przestawia kolejność, maszyna przechodzi na inny wyrób, a po dwóch godzinach wraca do poprzedniego. Jedno pilne zlecenie kosztuje wtedy dwa przezbrojenia, których nie było w planie.
O zmianie operator dowiaduje się od szefa zmiany, magazyn często dopiero wtedy, gdy ktoś przyjdzie po inny materiał.
3. Czekanie na decyzję
Zlecenie się kończy, a operator nie wie, co robić dalej. Idzie szukać mistrza, mistrz jest akurat zajęty albo przy innej maszynie. Wraca po 15 minutach z odpowiedzią, którą ktoś mógł mu dać wcześniej.
Odpowiedź istniała, tylko nie było jej przy maszynie.
4. Drobne zacięcia
Czujnik zgłasza błąd, detal klinuje się w przyrządzie, taśma staje na chwilę. Operator radzi sobie w dwie minuty i wraca do pracy. Mikroprzestoje najrzadziej trafiają do jakiegokolwiek raportu.
Zostaje po nich tylko wspomnienie operatora. Utrzymanie ruchu nie wie, że ten sam czujnik zatrzymał maszynę dwanaście razy w tygodniu.
5. Braki i poprawki
Maszyna pracowała, godziny przepalone, ale część wyrobów trafiła do poprawki albo na złom. Czas spędzony na ich produkcji wygląda w raporcie jak praca, a w wynikach finansowych jak koszt.
Rzadko wiadomo, na którym zleceniu, na której zmianie i po którym przezbrojeniu wady się pojawiły.
Jak zmierzyć przestoje w tydzień
Do pomiaru wystarczy kartka, długopis i jedna osoba, która dopilnuje zapisów. Całość zajmuje pięć dni roboczych.
- Wybierz jedną maszynę - Tę, przed którą zlecenia czekają najdłużej, czyli wąskie gardło zakładu. Godzina odzyskana na niej jest godziną odzyskaną dla całej produkcji.
- Przygotuj kartkę przy stanowisku - Cztery kolumny: godzina zatrzymania, godzina wznowienia, powód i inicjały osoby, która zapisała. W kolumnie powód wpisuje się numer kategorii z poprzedniej części tekstu albo „inne” z krótkim opisem.
- Ustal jedną zasadę: zapisujemy każde zatrzymanie, nawet minutowe - Zwłaszcza minutowe, bo właśnie one znikają z raportów. Napisz to wielką czcionką.
- Powiedz na odprawie, że nikt nie będzie rozliczany z zapisów. Jeśli operatorzy uznają, że kartka służy do oceniania ich pracy, przestoje znikną z kartki, ale z hali już nie.
- Prowadź zapisy przez pięć dni na wszystkich zmianach - Jeden dzień mógłby być wyjątkowo dobry albo wyjątkowo zły, tydzień pokazuje lepszy obraz.
- Na koniec zsumuj minuty w każdej kategorii. - Porównaj sumę przestojów z czasem dostępnym na zmianach i z tym, co w tym samym tygodniu pokazywał raport zmianowy.
Po pięciu dniach masz dwie informacje, których wcześniej brakowało: ile maszyna naprawdę pracuje i gdzie dokładnie traci czas.
Przy okazji zobaczysz trzecią rzecz: ile pracy wymaga sama kartka. Ktoś musi pilnować, żeby była wypełniana, rozczytywać pismo z nocnej zmiany i przepisywać wszystko, żeby dało się policzyć sumy.
Co zrobić z wynikiem
Najpierw przelicz przestoje na pieniądze. Weź tygodniową sumę godzin z kartki, pomnóż przez liczbę tygodni pracy w roku i przez marżę, jaką masz na godzinie pracy tej maszyny. Wynik połóż obok rocznej sumy rat za nową maszynę.
Potem zacznij od poprawek, które prawie nic nie kosztują. Każda kategoria ma swoją:
- Czekanie na materiał: materiał na kolejne zlecenie stoi przy maszynie, zanim skończy się bieżące.
- Przezbrojenia przez zmianę kolejności: kolejność na zmianę ustala się dzień wcześniej, a zmieniać ją może tylko jedna wskazana osoba.
- Czekanie na decyzję: operator na początku zmiany dostaje listę zleceń w kolejności i wie, co robi po każdym z nich.
- Drobne zacięcia: najczęstsze powody z kartki trafiają do utrzymania ruchu jako konkretna lista do usunięcia.
- Braki i poprawki: dla każdej powtarzającej się wady szukasz przyczyny w miejscu, w którym powstaje.
Po miesiącu powtórz tydzień z kartką. Dopiero porównanie dwóch pomiarów pokaże, ile godzin udało się odzyskać i czy decyzja o nowej maszynie wciąż jest potrzebna.
Najlepiej byłoby nie odkładać kartki wcale. Przestoje wracają, kiedy przestaje się je mierzyć, a prowadzenia papierowych zapisów przez cały rok mało który zakład wytrzymuje.
Kiedy nowa maszyna jednak ma sens
Czasem pomiar potwierdzi zakup. Jeśli maszyna pracuje przez większość dostępnego czasu, przestoje są już niewielkie, a zamówienia wciąż się nie mieszczą, druga maszyna jest rozsądną inwestycją. Podobnie wtedy, gdy nowa maszyna robi coś, czego stara nie potrafi: nowy wyrób, węższe tolerancje, inny materiał.
W obu przypadkach tydzień z kartką nie idzie na marne. Zarząd podpisuje umowę z liczbami w ręku, a dostawca maszyny dostaje twarde dane o tym, jaką wydajność trzeba osiągnąć. Pomiar kosztuje mniej niż jedna rata leasingu.
Lepsza kartka
Dlatego przy pewnej współpracy stworzyłem program do zgłaszania przestojów, który zastępuje tą kartkę. Przy maszynie wisi kod QR albo stoi tablet. Kiedy maszyna staje, operator skanuje kod telefonem lub dotyka ekranu i wybiera powód z listy. Kiedy rusza, zaznacza wznowienie. Zajmuje mu to kilka sekund.
Sumy w kategoriach są gotowe każdego dnia rano, bez przepisywania i rozczytywania pisma. Kierownik widzi, które maszyny stały najdłużej i dlaczego, a utrzymanie ruchu dostaje listę najczęstszych zatrzymań, zanim drobne zacięcie zamieni się w awarię.
Mogę wdrożyć ten program w Twoim zakładzie, zaczynając od jednej maszyny, tak samo jak pomiar z kartką. Jeśli chcesz zobaczyć, jak działa, albo sprawdzić, które z pozostałych problemów da się u Ciebie rozwiązać w podobny sposób, napisz do mnie: kontakt
Zrób ten tydzień u siebie
Najtańsza dodatkowa moc produkcyjna często stoi już na hali. Żeby ją zobaczyć, trzeba przez tydzień zapisywać to, czego zwykle nikt nie zapisuje.
Jeśli tematy, które poruszyłem, Cię zainteresowały, rozważ zaobserwowanie moich social mediów, aby nie przegapić kolejnych wpisów.



